Zima w rytmie nart. O pasji
Tekst i zdjęcia: Kamilla Oliver
Levi, Finlandia, 2026
Ilu ludzi, tyle zapewne może być definicji pasji. Nauka mówi krótko: pasja to fabryka szczęścia w naszej głowie. Pasją może być dosłownie wszystko, nie wymaga talentu i możesz ją odkryć w każdym wieku.
Kiedy zapinam narty, przenoszę się gdzieś do innej przestrzeni, świat zwalnia i zostawiam za sobą wszystkie problemy i troski. Paradoksalnie, to właśnie to „zatracenie się” pozwala mi odnaleźć siebie na nowo, dając energię, której nie kupi się w żadnym sklepie.
Śnieżne szlaki
Nie zaczynałam jazdy na nartach tak wcześnie jak dzieci w Austrii, które na stoku pojawiają się niemal w tym samym czasie, gdy stawiają swoje pierwsze kroki. Ja zaczęłam w wieku szkolnym, jeździliśmy wówczas w Karpaty czy na Gubałówkę, ze starym sprzętem, stare wiązania, i tak stawiałam pierwsze, niepewne kroki. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia bo potem były lata przerwy, kiedy narty kurzyły się w piwnicy. Jednak góry upomniały się o mnie z nawiązką. Powrót był jak odnalezienie zagubionego rytmu, nagle jazda stała się czymś więcej niż sportem. Każde oszczędności i wolne chwile inwestowałam w sprzęt i narciarskie podróże, które szybko nabrały tempa i skali. Z czasem zamieniłam przygotowane trasy na skitury w Alpach i ta pasja zaprowadziła mnie w miejsca niemal surrealistyczne: od lodowców Svalbardu i Grenlandii, przez bezkresną biel Antarktydy, aż po dymiące wulkany Kamczatki, dzikie granie Ameryki Południowej i najlżejszy śniegowy puch w Japonii. Na tych odległych krańcach świata zrozumiałam, że narty to mój sposób na dotykanie horyzontu.
Obertauern, Austria, 2017
W tych odległych zakątkach świata odkryłam, że narciarstwo to również, a może i przede wszystkim, wyciszanie zgiełku we własnej głowie. To rytm oddechu i miarowy szelest fok o śnieg, które stawały się medytacją w ruchu. To stan specyficznego Zen, zanurzenie w „tu i teraz”, gdzie ogrom krajobrazu w bieli oddziera nas ze wszystkiego co zbędne. Gdzie liczy się tylko kolejny skręt, mróz szczypiący w policzki i ten głęboki, niemal namacalny wewnętrzny spokój. Ta cisza, odnaleziona w środku górskiej zamieci lub na zalanym słońcem lodowcu, to luksus, jaki dały mi i dają te wędrówki z nartami.
Nieustanne doskonalenie
Narciarstwo to sport wymagający pokory. Aby czerpać z niego maksymalną radość, zachować bezpieczeństwo i czuć satysfakcję, trzeba stale doskonalić swoje umiejętności. Doskonalenie w narciarstwie to nie przymus, to pasja, która sprawia, że każda kolejna zima jest nową, ekscytującą przygodą. To niekończąca się wędrówka, gdzie po każdym udanym zjeździe przychodzi czas na refleksję: “co mogę zrobić lepiej”.
Pyhä, Finlandia, 2026
Narciarstwo alpejskie często postrzegane jest jako sezonowa rekreacja, sposób na aktywne spędzenie zimowego urlopu. Jednak dla tych, którzy choć raz poczuli prawdziwą harmonię między prędkością, siłą odśrodkową a krawędzią narty, staje się ono czymś znacznie więcej, sztuką, która wymaga nieustannego doskonalenia. Nie jest to sport, w którym zdobywa się “licencję” raz na zawsze. Narciarstwo to żywy proces, w którym satysfakcja z jazdy rośnie proporcjonalnie do nakładu pracy włożonego w poprawę techniki. Chociaż licencję instruktora narciarskiego zdobyłam w Austri i dwa sezony w szkółce narciarskiej zaliczyłam jako instruktorka, to wciąż czuję się uczennicą gór, bo w narciarstwie tak jak w Zen, doskonalenie nie kończy się nigdy i lekcje pokory i techniki odbieram każdego sezonu.
Doskonalenie techniki to fundament bezpieczeństwa. Góry to środowisko nieprzewidywalne. Zmiana warunków na stoku, od twardego, porannego sztruksu do głębokiego puchu poza wytyczonymi trasami, wymaga od nas umiejętności, kontroli prędkości i pewnego krawędziowania i to nie jest tylko kwestia estetyki stylu, ale przede wszystkim sposób na uniknięcie wypadków. Ciągła nauka, w tym także wiedza o zagrożeniach lawinowych, pozwala świadomie zarządzać ryzykiem. Z kolei doskonalenie techniki, poprawa pozycji, koordynacja, sprawiają, że jazda staje się mniej męcząca, a bardziej płynna i dynamiczna.
Poza tym narciarstwo i sprzęt podlegają ciągłej ewolucji technologicznej, która wymusza na ambitnych narciarzach regularną aktualizację techniki jazdy. Nowoczesne konstrukcje nart wybaczają więcej błędów, ale wymagają też precyzyjniejszego sterowania, przez co ciągłe doskonalenie umiejętności staje się niezbędne, by w pełni wykorzystać potencjał nowoczesnego sprzętu.
Dlaczego warto
Chile, 2023
Chciałabym zaprosić Cię, Czytelniczko/ku na wspólny szus, mając nadzieję że dasz się porwać magii białego szaleństwa. Ale nie będę Ci tłumaczyć ani przekonywać, że narciarstwo to przede wszystkim świetny trening aerobowy całego ciała, który poprawia koordynację ruchową, usprawnia układ krążenia oraz wzmacnia wszystkie mięśnie. Te zalety, są tak oczywiste jak biel świeżego puchu po zamieci, czy kojące ciepło kubka Jagatee z intensywnym zapachen goździków i rumu po zejściu ze stoku.
A więc dlaczego właściwie warto jeździć na nartach? Psycholodzy badali przesłanki narciarstwa, narciarze snują na ten temat domysły, a zwykli śmiertelnicy kręcą głowami z niedowierzaniem. W tym sporcie kryje się pewna ambiwalencja. W narciarstwie nie zdobywa się bramek ani punktów, ale piękno ruchu daje pewność siebie, która jest cenniejsza niż wygrany mecz. To sport, który pozwala uciec od trosk i napięć dnia codziennego. Narciarstwo budzi świadomość potęgi natury. Dla większości to wyczerpujący wysiłek, a jednak żaden inny sport nie daje takiego poczucia satysfakcji i zdrowego wigoru. Dlaczego jeździmy na nartach? Słowa nie są w stanie tego wyjaśnić. Musisz doświadczyć godzin, dni i tygodni szusowania. Musisz poznać ludzi, którzy jeżdżą, indywidualistów i nonkonformistów. Ekipa, którą poznaję na wyjazdach to dla mnie połowa frajdy z uprawiania tego sportu. Musisz ujrzeć piękno ośnieżonych gór i dolin. Musisz uczestniczyć w tym momencie prawdy. Musisz stać się narciarzem, aby to zrozumieć.
Wyzwania na stoku są niczym soczewka, w której skupiają się życiowe zmagania. Zarówno w narciarstwie, jak i w codzienności, kluczem jest umiejętność radzenia sobie z nieprzewidywalnością. Nagła mgła czy oblodzona skorupa śniegu, wymagają takiej samej elastyczności i zachowania spokoju podczas zjazdu, jak nagłe zwroty akcji w pracy czy relacjach. Każdy upadek na stoku uczy, że porażka nie jest końcem, lecz naturalnym etapem procesu, a kiedy podnosimy się i otrzepujemy ze śniegu to lekcja pokory i wytrwałości. Ostatecznie, tak w zjeździe, jak i w życiu, nie chodzi o to, żeby unikać stromizn, ale żeby nauczyć się świadomie dobierać linię zjazdu, ufając własnym miejętnościom, nawet wtedy, gdy horyzont jest rozmyty.
"Ski Heil !"
