Wielkanoc bez granic
Opracowanie: Kinga Berdzik de Ortiz
Opublikowano: 25 kwietnia 2025
Aktualizacja: 2 kwietnia 2026
Wielkanoc w Polsce pachnie żurkiem, domowym ciastem i wiosennym powietrzem. Brzmi dźwiękiem dzwonów rezurekcyjnych i dziecięcego śmiechu przy śmigusie- dyngusie. To święto, które łączy duchowość z tradycją, ciszę Wielkiej Soboty z radością poranka Zmartwychwstania. Ale Polska to dziś nie tylko kraj między Odrą a Bugiem – to także Polacy rozsiani po całym świecie, od Meksyku po Malezję, od Szkocji po Hawaje.
Gdziekolwiek się znajdą, często zabierają ze sobą swoje wielkanocne zwyczaje – święconkę w koszyczku, pisanki, biały obrus na stole. Jednak równie chętnie otwierają się na to, co lokalne – uczestniczą w procesjach, śniadaniach pod palmami, czytają wielkanocne kryminały w Norwegii albo obserwują, jak dzieci w Peru niosą kwiaty dla Jezusa.
Wielkanoc to nie tylko tradycja – to też podróż. Przez kontynenty, przez kultury, przez ludzkie serca. A jak wygląda to święto w różnych zakątkach świata? Zapraszamy na krótką wyprawę po wielkanocnych zwyczajach – tych znanych, tych zaskakujących i tych, które powstają na styku kultur.
Wielkanoc po amerykańsku – refleksje z Maryland
Agata Rymut, Maryland, USA
Wielkanoc w Stanach Zjednoczonych to święto, które każdy obchodzi na swój sposób – lub nie obchodzi wcale. W kraju tak różnorodnym kulturowo trudno mówić o jednej, spójnej tradycji. Jedni świętują uroczyście w kościele, inni spędzają ten dzień jak każdą inną niedzielę. Jednym z nielicznych elementów, który rzeczywiście łączy ludzi niezależnie od podejścia do religii, jest… Easter Egg Hunt, czyli polowanie na jajka – zabawa dla dzieci, w której chowamy kolorowe jajeczka w ogrodzie lub w domu. To radosna, rodzinna tradycja, która zyskała ogromną popularność.
W kwestii kulinariów – brak tu ścisłych reguł. Na amerykańskich stołach najczęściej pojawiają się klasyki: pieczona szynka, mięso, ziemniaki, warzywa, kukurydza. Nie istnieje natomiast tradycja świątecznego śniadania – co dla nas, Polaków, może być zaskakujące.
Choć w przestrzeni publicznej i domach pojawiają się dekoracje, to mają one raczej charakter wiosenny niż religijny. Dominują motywy kwiatowe, pastelowe kolory, zajączki, kurczaczki i oczywiście jajka – wszystko, co kojarzy się ze świeżością i nowym początkiem.
Brakuje jednak większych wydarzeń społecznych, festiwali czy parad z okazji Wielkanocy. To święto jest tutaj bardziej prywatne niż wspólnotowe.
Dlatego Agata, choć od lat mieszka w Stanach, nie rezygnuje z polskich tradycji. W jej domu na Wielkanoc musi być świąteczne śniadanie – z jajkami i chrzanem – a na obiad pachnie żurkiem z białą kiełbasą. „To nasze rodzinne rytuały – przywiozłam je z Polski i podzieliłam się nimi z moimi amerykańskimi przyjaciółmi. Przyjęli je z ogromną wdzięcznością i ciekawością” – mówi z uśmiechem.
Wielkanoc po peruwiańsku: Jezus w trumnie Śnieżki, świnka morska na talerzu i… prawdziwe krzyżowanie
Agni Vedaa, Cusco, Peru
W Peru Wielkanoc to nie zajączki ani kolorowe pisanki. To raczej kulturowe trzęsienie ziemi, które potrafi zostawić człowieka w osłupieniu na długie miesiące. Semana Santa – czyli Święty Tydzień – to tu duchowa ekstaza wymieszana z chaosem, fajerwerkami i kulinarnym ekstremum.
Jeśli marzysz, by przeżyć peruwiańską Wielkanoc w górach lub dżungli – lepiej planuj z wyprzedzeniem. W najbardziej popularnych miejscach pielgrzymkowych hotele są zarezerwowane na długo przed świętami, a spóźnialscy śpią na ławkach w parku albo w namiotach pod kościołem.
Delfin na targu? Oczywiście, że tak.
Agni wspomina swoją pierwszą Wielkanoc w Andach jako doświadczenie… traumatyczne. „Na targu w Dolinie Pitumarca, 3 570 m n.p.m., pośród ryb i owoców morza, natknęłam się na martwego delfina. Leżał rozciągnięty na chodniku jak każda inna ryba – z tą różnicą, że byliśmy setki kilometrów od oceanu” – opowiada. Tam, gdzie nie ma hoteli ani restauracji, trzeba pukać do drzwi lokalnych mieszkańców i liczyć na ich gościnność.
Krzyżowanie na serio
W Ollantaytambo, gdzie Agni spędziła kolejny Wielki Tydzień, miejscowi urządzają widowiskowe procesje – z ogromnymi figurami Jezusa niesionymi przez tłum. Ale to nie wszystko. „Widziałam ludzi ustawiających się w kolejce, by dać się… ukrzyżować. Bez gwoździ, na szczęście, ale naprawdę wisieli na krzyżu, związani linami, kilka metrów nad ziemią” – mówi. Niektórzy zamykali oczy na moment – dla zdjęcia, nie z duchowego uniesienia.
Dwanaście dań i siedem kościołów – biegiem!
Wielki Czwartek to dla Peruwiańczyków dzień wyzwań: trzeba odwiedzić siedem kościołów i zjeść aż dwanaście różnych potraw – od rybnych, przez warzywne, po słodkości. Przekształca się to w kulinarną pielgrzymkę z miasta do miasta, z bazaru na bazar. Trzeba tylko uważać, żeby żołądek dotrzymał kroku ambicji.
Jezus jak Śnieżka
W wielu kościołach przez cały rok stoi… szklana trumna z ciałem Jezusa. Przypomina bajkową trumnę Królewny Śnieżki – tylko zamiast krasnoludków mamy wiernych, którzy przynoszą kwiaty i świece. To zaskakujące, ale bardzo typowe dla peruwiańskiej religijności: żywej, zmysłowej, obrazowej.
Sobota: wybuchowa radość
Wielka Sobota nie jest w Peru czasem ciszy i zadumy. Wręcz przeciwnie – to święto fajerwerków, petard i kapiszonów. Dzieci biegają z hukiem po ulicach, a dorośli świętują z rozmachem. „Pan Jezus już się zbliża – i to z pompą” – śmieje się Agni.
Świąteczne menu: dzieciątko, świnka morska i żółw
W Niedzielę Wielkanocną – Santo Domingo – na stołach króluje pan wawa, chleb w kształcie dzieciątka, oraz lokalne specjały zależne od regionu. W Cusco – pieczona świnka morska, czyli cuy. W dżungli – żółw lub to, co akurat uda się upolować.
Bo w Peru każdy świętuje po swojemu. Z przytupem.
Wielkanoc pod palmami – duchowość, plaża i grill w stylu aloha
Monika Grabowska, Hawaje, USA
Na Hawajach Wielkanoc nie przypomina tej znanej z polskich kościołów czy śniadań przy białym obrusie. Tu świętowanie ma charakter rodzinny, swobodny i bardzo… słoneczny. Poranek często zaczyna się od uroczystego nabożeństwa na plaży o wschodzie słońca – z widokiem na Ocean Spokojny, śpiewem przy dźwiękach ukulele i cichym szumem fal. To bardziej duchowe przeżycie niż religijny obowiązek – miejsce spotkania z naturą i samym sobą.
Po ceremonii rodziny przenoszą się do parków, ogrodów i na plaże, gdzie królują brunche, pikniki i grille. Dzieci z niecierpliwością czekają na Easter Egg Hunt, czyli poszukiwanie kolorowych jajek, które odbywa się niemal wszędzie – w szkołach, parkach, ogrodach botanicznych, a nawet w galeriach handlowych i hotelach.
Co na talerzu? Mieszanka kultur i smaków
Na wielkanocnym stole spotykają się tu smaki z całego świata. Obok tradycyjnej amerykańskiej szynki z ananasem czy słodkich bułeczek hot cross buns pojawiają się lokalne przysmaki: poke, kalua pig pieczona w ziemnym piecu, lomi salmon, a także góry tropikalnych owoców. Hawaje to kulturowy tygiel – więc nie dziwią dania filipińskie, japońskie, portugalskie czy polinezyjskie, podawane obok siebie z pełnym luzem i radością dzielenia się.
Wielkanoc w klimacie „aloha”
Dekoracje? Kolorowe i pogodne, jak cała wyspa. Króliczki, pisanki, kwiaty – ale nie byle jakie. Dominują plumerie, hibiskusy i lilie. W domach często pojawiają się ręcznie robione ozdoby, przygotowane przez dzieci – koszyczki, pisanki, pastelowe girlandy. Ważnym elementem są też świeże kwiaty, które mieszkańcy z chęcią wplatają do dekoracji stołów czy… wieszają na szyi w formie tradycyjnych lei.
Wielkanocne atrakcje dla wszystkich
Choć nie ma tu wielkich parad jak w Nowym Jorku, życie lokalne tętni od wielkanocnych wydarzeń: kiermaszy, pikników, akcji charytatywnych. Społeczność spotyka się na otwartych przestrzeniach, by wspólnie się bawić, świętować i dzielić radością. Easter Egg Hunt to wręcz instytucja – od tych kameralnych, po wielkie imprezy z muzyką na żywo, food truckami i konkursami dla całych rodzin. Najbardziej wyjątkowe? Zdecydowanie wschód słońca nad oceanem „Trudno wyobrazić sobie bardziej niezwykłą scenerię do duchowych przeżyć niż plaża o poranku, kiedy niebo różowieje, a fale delikatnie muskają brzeg” – mówi Monika. Ale to, co naprawdę wyróżnia Wielkanoc na Hawajach, to duch aloha – otwartość, życzliwość, radość z bycia razem, niezależnie od pochodzenia czy religii. Bo tutaj każdy może świętować po swojemu – i wszyscy są mile widziani.
Wielkanoc w Malezji – między ciszą a różnorodnością
Agata Trzeciak, Malezja
W Malezji, gdzie chrześcijanie stanowią mniejszość w wieloetnicznym i w większości muzułmańskim społeczeństwie, Wielkanoc nie jest świętem, które rzuca się w oczy. Nie ma kolorowych wystaw, pastelowych dekoracji w sklepach ani reklam z zajączkiem. Gdyby nie kalendarz liturgiczny, można by pomyśleć, że te święta tu nie istnieją. A jednak – dla tych, którzy je obchodzą – to czas głęboko duchowy i pełen znaczenia.
Wielki Tydzień bez dnia wolnego
Najważniejszym punktem obchodów jest uczestnictwo w liturgii Wielkiego Tygodnia – zwłaszcza w nabożeństwach Wielkiego Piątku i rezurekcji w Niedzielę Wielkanocną. W wielu kościołach organizowane są inscenizacje Drogi Krzyżowej, czuwania paschalne, święcenie ognia i wody. Co ciekawe, choć Malezja obfituje w święta publiczne różnych religii, Poniedziałek Wielkanocny nie jest dniem wolnym. Jedynie w niektórych stanach – jak Melaka, Sabah czy Sarawak – Wielki Piątek jest oficjalnym świętem. W Kuala Lumpur – żadnej taryfy ulgowej.
Wielkanoc bez pisanek, ale z rendangiem i ciastem marchewkowym
Na wielkanocnym stole króluje to, co na co dzień – czyli kuchnia malezyjska. I choć nie ma jednej „wielkanocnej” potrawy, spotkamy tam wszystko: od aromatycznego kurczaka curry (kari ayam), przez nasi lemak, po pieczonego kurczaka czy ciasto marchewkowe. Wielkanoc w Malezji jest odbiciem jej kulturowej mozaiki – świętują ją głównie chrześcijanie pochodzenia chińskiego i indyjskiego, więc menu też jest zróżnicowane. Często na jednym stole spotykają się dania azjatyckie z zachodnimi wypiekami – i to jest właśnie jej wyjątkowy smak.
Bez zajączków i girland – i właśnie to jest znaczące
W przeciwieństwie do Bożego Narodzenia, które w Malezji zyskało oprawę komercyjną (w centrach handlowych aż roi się od choinek i dekoracji), Wielkanoc pozostaje niemal niewidoczna w przestrzeni publicznej. Brak tu pisanek, króliczków, pasteli i palm – i może właśnie to sprawia, że obchodzona jest bardziej intymnie, z dala od zgiełku i konsumpcyjnej otoczki.
Różnorodność, która tworzy wyjątkowy klimat
– Tym, co dla mnie najbardziej wyróżnia Wielkanoc w Malezji, jest językowa i kulturowa różnorodność – mówi Agata. Msze odprawiane są w bahasa melayu, angielskim, mandaryńskim, tamilskim, iban czy kadazan – w zależności od regionu i parafii. Każda wspólnota wnosi coś swojego – swoją muzykę, modlitwy, zwyczaje i smaki. To właśnie ten wielogłos tworzy wyjątkową atmosferę, w której spotykają się duchowość i tradycja z otwartością i tolerancją.
Skromnie, ale z serca
Choć nie ma tu festiwali, parad ani wielkich miejskich obchodów, niektóre parafie organizują wspólne śniadania wielkanocne, pikniki czy zabawy dla dzieci – jak polowanie na jajka. To lokalne inicjatywy, które mają raczej kameralny charakter. Ale może właśnie w tym tkwi piękno – w prostocie, wspólnocie i głębi przeżycia.
Wielkanoc w Belgii i Cavalcade w Herve – duchowość, smaki i lokalne tradycje
Anita Bogielska, Belgia
Wielkanoc w Belgii to harmonijne połączenie duchowej refleksji, rodzinnych spotkań, wiosennych smaków i kolorowych, lokalnych zwyczajów. Choć różni się od polskich obchodów, ma swój wyjątkowy klimat i symbole, które nadają świętom niepowtarzalny charakter.
Duchowy wymiar świąt
Dla wielu Belgów Wielkanoc to przede wszystkim święto religijne. Wierni licznie uczestniczą w mszach świętych – zwłaszcza w Wielką Sobotę i Niedzielę Zmartwychwstania. W niektórych regionach odprawiane są także tradycyjne nabożeństwa, jednak zwyczaj święcenia pokarmów nie jest tu popularny. Dla Polaków mieszkających w Belgii to z kolei ważny element świąt – rodziny przygotowują koszyczki i spotykają się w polskich parafiach na wspólnym święceniu.
Obiad zamiast śniadania
W przeciwieństwie do Polski, w Belgii nie celebruje się uroczystego śniadania wielkanocnego. Najważniejszym posiłkiem tego dnia jest świąteczny obiad, często bardzo elegancki i wykwintny.
Na belgijskich stołach pojawiają się m.in.:
- pieczona jagnięcina z ziołami,
- królik w sosie musztardowym lub piwnym,
- domowe pasztety – zarówno mięsne, jak i warzywne,
- tarty z sezonowymi warzywami, np. porem czy szparagami.
Kraj czekolady – Wielkanocna uczta dla oka i podniebienia
Belgia to prawdziwe królestwo czekolady, a Wielkanoc jest tutaj czasem jej triumfu. Cukiernie i sklepy zachwycają misternie wykonanymi czekoladowymi jajkami, zajączkami, kurczaczkami i... dzwonami. To właśnie dzwony, według belgijskiej tradycji, lecą do Rzymu w Wielki Piątek i wracają w Niedzielę Wielkanocną, przynosząc dzieciom czekoladowe niespodzianki. Zamiast popularnego w innych krajach zajączka, to właśnie „dzwony z Rzymu” mają tu magiczną moc. Dzieci z ekscytacją biorą udział w poszukiwaniu czekoladowych jajek – w domach, ogrodach i parkach.
Świętowanie na ulicach – parady i lokalne festyny
W wielu miastach i miasteczkach Belgii Wielkanoc to również czas lokalnych festynów, jarmarków i ulicznych parad. Jedną z najbardziej znanych i spektakularnych jest Cavalcade w Herve, organizowana co roku w Poniedziałek Wielkanocny w prowincji Liège.
Cavalcade w Herve – tradycja z sercem i rozmachem
Ta wielkanocna kawalkada to jedno z najstarszych i największych wydarzeń folklorystycznych w kraju – jej historia sięga 1876 roku. Została zapoczątkowana jako radosne święto wiosny i zmartwychwstania, a dziś gromadzi ponad 2000 uczestników i tysiące widzów.
Ulicami Herve przechodzą:
jeźdźcy konni w tradycyjnych lub historycznych strojach,
bogato zdobione platformy tematyczne – od religijnych po humorystyczne,
orkiestry dęte, zespoły folklorystyczne, mażoretki i giganty,
postacie symbolizujące dzwony z Rzymu, ogłaszające Zmartwychwstanie.
To nie tylko barwne widowisko – to prawdziwe międzypokoleniowe święto wspólnoty, w którym radość przeplata się z tradycją, a lokalna tożsamość z otwartością na innych.
Wielkanoc po belgijsku – czekolada, wspólnota i radość życia
Wielkanoc w Belgii to niepowtarzalne połączenie duchowości, smaków i lokalnej energii. Od czekoladowych dzwonów, przez rodzinny świąteczny obiad, aż po barwną Cavalcade – te święta mają w sobie coś, co zostaje na długo w sercu. To świętowanie, które – choć inne niż polskie – niesie tę samą radość życia i nadzieję wiosennego odrodzenia.
Wielkanoc w Skandynawii – od czarownic po przebiśniegi
Kamilla Oliver, Skandynawia
„Wielkanoc w Skandynawii to święto, które w piękny sposób łączy tradycje chrześcijańskie z dawnymi wierzeniami pogańskimi oraz z głębokim szacunkiem dla Natury” – mówi Kamilla Oliver, od lat mieszkająca w regionie nordyckim. To czas oczekiwany z nadzieją, bo symbolizuje zarówno początek wiosny, jak i długo wyczekiwaną przerwę po mroźnych, ciemnych miesiącach zimowych.
„W zależności od kraju – Påsk w Szwecji, Påske w Danii i Norwegii – święta wyglądają nieco inaczej, ale jedno się nie zmienia: to czas odnowy, radości i spotkań z bliskimi.” Domy i ogrody zdobią kolorowe piórka, malowane jajka, świeże kwiaty. „Po zimie te dekoracje działają jak zastrzyk optymizmu – od razu robi się radośniej!”
Wiedźmy zamiast zajączków? Tak, to Szwecja!
Choć malowanie jajek jest znane i lubiane również w Skandynawii, są też zwyczaje, które mogą zaskoczyć. „Jednym z najbardziej niezwykłych i uroczych zwyczajów jest tradycja Wielkanocnej Wiedźmy – Påskkärring. Dzieci przebierają się za czarownice, zakładają chusty, łachmany i chodzą po domach, rozdając własnoręcznie wykonane rysunki w zamian za słodycze. To trochę takie nasze skandynawskie Halloween – tyle że na wiosnę!”
Zwyczaj ten obchodzony jest w Wielki Czwartek lub w Wielką Sobotę i popularny nie tylko w Szwecji, ale także w Finlandii. Jego korzenie są niejasne. „Być może wywodzi się z procesów czarownic, które miały miejsce w Szwecji w XVII wieku, a może jeszcze dalej – z legend o czarownicach odlatujących na sabaty w góry Niemiec.” Na pamiątkę tych dawnych wierzeń, Szwedzi do dziś rozpalają ogniska w dniach poprzedzających Wielkanoc, „aby odstraszyć powracające czarownice”.
Wielkanoc na duńską nutę
W Danii Wielkanoc ma nieco spokojniejszy i bardziej rodzinny charakter. „To czas spotkań przy stole, tradycyjnych potraw i radosnego powitania wiosny” – opowiada Kamilla. Dzieci z radością uczestniczą w zabawie w poszukiwanie jajek w ogrodzie, a jedną z ulubionych tradycji jest pisanie anonimowych liścików – wierszyków podpisanych tylko kropkami. „Jeśli odbiorca odgadnie, kto jest autorem, dostaje nagrodę w postaci czekoladowego jajka. Jeśli nie – musi się odwdzięczyć sam!”
Arktyczna Wielkanoc na Grenlandii
A jak wygląda Wielkanoc na dalekiej Grenlandii? „Mimo arktycznego klimatu, święta przypominają te w Danii – są spokojne, rodzinne, spędzane przy wspólnym stole albo na spacerach.” Domy dekorowane są motywami wiosennymi, mimo śniegu – pojawiają się jajka, zające, a nawet renifery. „To piękne, że nawet tam, gdzie śnieg jeszcze nie stopniał, ludzie mają w sercu wiosnę.”
Wielkanoc w Szkocji – tradycja, wspólnota i... toczenie jajek
Agnieszka Kwapień - Domingos, Szkocja
„Wielkanoc w Szkocji to przede wszystkim radość, rodzina i wspólne celebrowanie odradzającej się natury” – mówi Agnieszka Kwapień, która od kilku lat mieszka w tym kraju. Choć klimat bywa jeszcze kapryśny, w sercach Szkotów gości już wiosna.
Święta rozpoczynają się od udziału w uroczystych mszach i nabożeństwach. Religijny wymiar Wielkanocy jest tu nadal bardzo istotny – odprawiane są specjalne liturgie i rekolekcje, a w Wielką Sobotę wierni zapalają świece, „by przypomnieć sobie o światłości i nadziei, jakie niesie Zmartwychwstanie”.
Ale Wielkanoc w Szkocji to także lokalne festyny i niezwykłe zwyczaje – jak egg rolling, czyli tradycyjne toczenie jajek z górki. „To zabawa symbolizująca nowy początek i nadejście wiosny. Uwielbiają ją i dzieci, i dorośli. W wielu miasteczkach organizuje się z tej okazji rodzinne wydarzenia – jest śmiech, rywalizacja i mnóstwo pozytywnej energii.”
Jagnięcina, marcepan i bułeczki z krzyżem
Na szkockim wielkanocnym stole królują dania pachnące świeżością. „Najczęściej serwuje się pieczoną jagnięcinę – symbol nowego życia – oraz klasyczne hot cross buns, czyli słodkie bułeczki z przyprawami i rodzynkami, ozdobione krzyżem.” Nie
może też zabraknąć ciasta Simnel, bogatego w owoce i pokrytego marcepanem. „Na górze układa się jedenaście kulek z marcepanu, które symbolizują apostołów – bez Judasza.”
Wiosna w domu i na ulicy
Wielkanocne dekoracje w Szkocji są subtelne i bliskie naturze. „Domy i kościoły ozdabia się zielonymi gałązkami, kwiatami – najczęściej narcyzami i żonkilami – oraz pisankami w pastelowych kolorach. Coraz popularniejsze są też wieńce na drzwi i dekoracyjne stoły, które dodają wnętrzom ciepła i świątecznego uroku.”
Radość w społeczności
Szkockie społeczności szczególnie cenią sobie wspólne świętowanie – na jarmarkach, piknikach i rodzinnych festynach. „Organizowane są konkursy na najpiękniejszą pisankę, wyścigi z jajkiem na łyżce i oczywiście ukochany przez wszystkich egg hunt, czyli poszukiwanie jajek. To tradycja, której nie może zabraknąć – radość dzieci jest bezcenna!”
W większych miastach, takich jak Edynburg czy Glasgow, odbywają się także wielkanocne festiwale, łączące tradycję z kulturą, muzyką i kuchnią. A w niektórych rejonach kraju wciąż można natknąć się na dawne, celtyckie obrzędy, które wplatają się w świąteczny klimat.
„To wszystko sprawia, że Wielkanoc w Szkocji ma niezwykły, lokalny charakter – pełen światła, życzliwości i wspólnoty. I choć inaczej niż w Polsce, to równie pięknie.”
Wielkanoc w Irlandii - religijność i druidzi
Marta Liwak, Irlandia
Irlandia to szalenie katolicki kraj, bardziej niż Polska w pewnych okresach czasu. Mimo że społeczeństwo jest wielokulturowe i bardzo tolerancyjne, kościoły nadal wypełnione są w niedzielę i święta wiernymi, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wierzyć w to, co się chce w tym cudownym, kolorowym kraju.
Zanim Św. Patryk przedstawił Irlandii Trójcę Świętą i wiarę chrześcijańską, prawo w Irlandii stanowili i egzekwowali druidzi, brehonowie i filidowie.
W marcu, w okolicach naszej kalendarzowej wiosny, obchodziło się święto Ēostre, czyli symbol odrodzenia, płodności i światła, które zaczyna dominować nad ciemnością – bardzo podobnie jak chrześcijańska Wielkanoc.
Z Ēostre wywodzą się jaja, zajączki i świętowanie życia – te same symbole przejęła później Wielkanoc, a sama Ēostre – to bogini wiosny, której święto obchodzono na wyspach. Od jej imienia wywodzi się angielska nazwa Wielkiej Nocy (Easter).
Ognie Beltane – święto ognia i płodności. Beltane przypada na 1 maja, ale przygotowania i rytuały zaczynały się już w czasie Wielkanocy. Ludzie rozpalali ogniska na wzgórzach, np. na wzgórzu Tara, by przywitać nowy cykl życia. W niektórych regionach zachowały się zwyczaje rozpalania symbolicznych ognisk na Wielkanoc – jako nawiązanie do tego rytuału. I w Polsce w Wielką Sobotę, kiedy Jezus spoczywa w grobie, w kościele adoruje się Najświętszy Sakrament, a przed kościołami zapala ognisko, od którego potem zapala się świece i “nowy ogień” symbol odrodzenia, prawda? Sobota obchodzona jest też jako dzień błogosławieństwa, gdyż święci się wtedy ogień, wodę i wielkanocne pożywienie.
Celtycki kalendarz był księżycowy – podobnie jak wyznaczanie daty Wielkanocy (pierwsza niedziela po pełni księżyca po równonocy). Co wyjaśniało ruchomość tego święta i potem dostosowanie wierzeń chrześcijańskich do całości obrzędów wiosennych.
I Irlandii nie ma święconki! I takiego wariactwa na pisanki, kraszanki i nie nosi się palmy do kościoła kolorowej w Niedzielę Palmową! Te tradycje przywieźli Polacy :) i jak jeszcze 15 lat temu tylko na polskich mszach można było poświęcić pokarmy, tak teraz do każdego życzliwego księdza możesz przynieść swój koszyczek w sobotę i zostanie on poświęcony, bo już znają nasze tradycje i wiedzą, jakie to dla nas ważne.
Największą furorę natomiast robi Egg Hunting, zwłaszcza dla najmłodszych wiernych i jest to zupełnie świecka już tradycja, gdyż każdy większy park ma swoje płatne polowanie na jajka i przyciąga tłumy maluszków spragnionych przygody i czekolady.
W średniowieczu w czasie Wielkiego Postu nie wolno było jeść jajek – zbierało się je i błogosławiło na Wielkanoc. Zaczęto je ozdabiać, a potem dawać dzieciom w nagrodę – tak powstały malowane jajka (a dziś – czekoladowe!). Ciekawostką jest to, że marki jak Cadbury zaczęły produkować jajka na masową skalę w XIX/XX wieku. Czyli nie jest to moda ostatnich lat :) ani tym bardziej amerykańska :)
U nas na osiedlu rodzice co roku kupują słodycze i potem, zanim dzieci wstaną, ukrywają większe łakocie, a dzieci, jak w podchodach, biegają z koszyczkami i zbierają ile się da! Cały skwerek w czekoladzie, drobniejsze jajka garściami wysypywane! Ale magia się kończy jak z Mikołajem. Póki wierzysz w zająca wielkanocnego, puty biegasz w pogoni za czekoladowymi jajkami.
W niedzielę wielkanocną w Irlandii je się jagnięcinę i oczywiście mnóstwo zebranej czekolady :) Niewiele jest tradycji przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Jeśli chodzi o same obchody, jest to rodzinny czas spacerów, bez głębokich tradycji, święconek, lanych poniedziałków, postów 40 dniowych i postanowień. Mam wrażenie, że jest to jakby “święto ulgi”, gdzie po długiej i męczącej zimie następuje odrodzenie i wiosna. Jest już pięknie i ciepło, ludzie spacerują i cieszą się swoim towarzystwem. A z obserwacji tubylców wnioskuję, że to idealny czas na wyjazdy, gdyż szkoły podstawowe są zamknięte przez 2 tygodnie!
A Ty? Lubisz czekoladowe jajka? Bo ja nadal wierzę w Zająca Wielkanocnego, tak w razie czego, żeby więcej czekolady zjeść po 40 dniowym poście.
Wielkanoc w Meksyku – między nabożeństwem a tropikalną ucieczką
Kinga Berdzik de Ortiz, Meksyk
W Meksyku Wielkanoc to czas intensywnie przeżywany duchowo, ale również – jak przystało na kraj o bujnej kulturze i kolorach – pełen życia i społecznego zaangażowania. Świętowanie nie ogranicza się do samej niedzieli wielkanocnej – punktem kulminacyjnym jest cały Wielki Tydzień, czyli Semana Santa. W tym okresie ulice wielu miast zamieniają się w sceny pełne symboliki – odbywają się procesje, inscenizacje Pasji Chrystusa, a wierni niosą krzyże w geście wiary i pokuty. Jedno z najbardziej znanych widowisk ma miejsce w dzielnicy Iztapalapa w stolicy kraju – to wydarzenie gromadzi tłumy i transmitowane jest w mediach ogólnokrajowych.
Meksykański stół wielkanocny również opowiada swoją historię. Tradycyjne dania to efekt zarówno katolickiego postu, jak i lokalnych smaków. W Wielki Piątek królują ryby – zwłaszcza pescado a la veracruzana (ryba w aromatycznym sosie z pomidorów, oliwek i kaparów), tortitas de camarón (kotleciki z suszonych krewetek), kaktusy nopales czy dania z ryżu i ciecierzycy. Na deser zaś pojawia się capirotada – wyjątkowy chlebowy pudding z cynamonem, serem i owocami – danie, które łączy słodycz z głęboką symboliką.
Choć w meksykańskich domach nie znajdziemy pisanek czy zajączków, jak w krajach północy, przestrzenie publiczne – zwłaszcza kościoły – zachwycają dekoracjami. Kwiaty, palmy, materiały liturgiczne i barwne alfombras (dywany z piasku i trocin) zdobią ulice i nadają obchodom niezwykłej uroczystości.
Dla wielu Meksykanów Semana Santa to także czas rodzinnych wyjazdów. Kto nie wybiera się na procesję, chętnie rusza nad ocean – dzieci mają ferie, a dorośli biorą urlopy. W ten sposób Wielkanoc staje się mieszanką refleksji i wypoczynku.
Jedną z bardziej zaskakujących tradycji jest quema de Judas, czyli rytualne “spalanie Judasza” – ogromne papierowe figury wybuchają wśród huku petard. Czasem przedstawiają one nie tylko biblijnego zdrajcę, ale również... współczesnych polityków lub celebrytów.
W Meksyku religia, teatr i ludowa kreatywność splatają się w żywych obchodach Wielkanocy, pokazując, jak silna i barwna może być duchowa tożsamość zakorzeniona w wielu kulturach jednocześnie.
Święta Wielkanocne w Bawarii
Agnieszka Walendowski, Niemcy
Święta Wielkanocne w Bawarii, jednym z 16 krajów związkowych Niemiec, obchodzone są w wielu aspektach podobnie jak w Polsce. Towarzyszy im jednak także kilka regionalnych tradycji.
Obchody rozpoczynają się już w Wielki Czwartek, który w Niemczech nazywany jest Zielonym Czwartkiem (Gründonnerstag). Na stołach w bawarskich domach pojawia się wtedy tradycyjna zielona zupa. Przygotowuje się ją na bazie bulionu z dodatkiem warzyw i ziemniaków, a następnie wzbogaca wiosennymi ziołami, takimi jak: trybula (kerbel), rukiew wodna, czosnek niedźwiedzi, pokrzywa, stokrotki, mniszek lekarski, szczaw czy szczypiorek. Lekkie, bezmięsne potrawy tego dnia mają przygotować wiernych do Wielkiego Piątku, w którym – podobnie jak w Polsce – obowiązuje ścisły post.
Wielki Piątek jest w Bawarii dniem wolnym od pracy oraz tak zwanym „cichym dniem” (stiller Tag). Zasady jego obchodzenia regulowane są przez bawarską ustawę o dniach świątecznych. Okres Wielkiego Tygodnia należy do najdłuższych okresów obowiązywania zakazu organizowania imprez rozrywkowych. Trwa on około 70 godzin – rozpoczyna się w Wielki Czwartek o godzinie 2 w nocy i kończy o północy w Niedzielę Wielkanocną. W całym roku kalendarzowym występuje dziewięć takich „cichych dni”, z czego trzy przypadają właśnie w okresie Wielkanocy.
W tym czasie zabronione są imprezy rozrywkowe, zamknięte pozostają dyskoteki i kluby, a w restauracjach dopuszczalna jest jedynie spokojna muzyka w tle – bez występów na żywo. Ograniczone są także wydarzenia sportowe i widowiskowe. W kinach mogą być wyświetlane jedynie filmy dopuszczone do emisji w Wielki Piątek.
W wielu bawarskich wsiach w sobotni wieczór przed Wielkanocą organizowane są tradycyjne ogniska wielkanocne. Młodzi ludzie zbierają drewno i układają wysoki stos, na którym czasami pali się kukłę ze słomy symbolizującą biblijnego zdrajcę Judasza.
Po zakończeniu postu przychodzi czas na święcenie pokarmów. Na wielkanocną mszę do kościoła wierni przynoszą koszyczki z jedzeniem, podobne do tych znanych z polskiej tradycji. W koszykach znajdują się między innymi jajka, chrzan, wędzona szynka, chleb oraz sól. W niektórych domach przed włożeniem jajek do koszyczka delikatnie stuka się w skorupkę – według tradycji ma to sprawić, że błogosławieństwo przeniknie do środka.
Wielkanoc w Bawarii jest przede wszystkim czasem spędzanym z rodziną i najbliższymi. Coraz częściej jednak mieszkańcy regionu wykorzystują ten okres również na wyjazdy i dłuższe urlopy.
Norweska Wielkanoc - Słońce pachnące pomarańczą, narty i kryminał, słodkie lenistwo na kanapie.
Anna Kulska, Norwegia
Wielkanoc (Påske) dla wielu Norwegów jest to przede wszystkim odskocznia od całego roku.
Wielki Czwartek i Piątek to czerwona kartka w kalendarzu. Wszyscy masowo ruszają na odpoczynek, kierunek góry ( jest ich tutaj pod dostatkiem) lub za słońcem Hiszpania, Włochy lub dalsza podróż do krajów azjatyckich.
Jest bardzo tłoczno, w pociągach, w samolotach. Podstawa to jazda na nartach,piesze wędrówki, radość z ostatniego śniegu.
Popularne jest nocowanie w domkach letniskowych (hytte) z rodziną lub przyjaciółmi. Można odpocząć, zjeść dobre jedzenie i dobrze się bawić.
W plecaku koniecznie zapakowana kawa, kakao, czekoladowe batoniki ( kvikklunsj) i pomarańcza albo napój gazowany „Solo” o smaku pomarańczowym.
To ostatni moment na narty zjazdowe lub biegowe, długie wyprawy w słońcu. Trzeba koniecznie wrócić z urlopu wielkanocnego opalonym i wypoczętym.
Trend ten gwałtownie nasilił się po II wojnie światowej, kiedy „wszyscy” jeździli w góry na narty w Wielkanoc.
To czas na pełen odpoczynek, biorąc 3 dni wolnego przed wielkanocnym czwartkiem, można wygospodarować aż 10 dni wolnych, jeśli wliczymy w to lany poniedziałek.
Nie, Norwedzy nie znają tej tradycji, oblewania wodą, natomiast na pewno można porównać to do „oblewania” się tonami cukierków, słodyczy. To szaleństwo zakupowe, podobne jak zakupy przed Bożym Narodzeniem.
Ceny słodyczy bardzo spadają, to coraz ważniejszy element norweskiej tradycji wielkanocnej.
Dzieci i Dorośli często otrzymują pisanki wypełnione słodyczami od Wielkanocnego Królika. Pisanki są często wykonane z tektury i kolorowe. Czasami dzieci muszą szukać jajek – to jak zabawa w poszukiwanie skarbów.
Uwielbiam Oslo w czasie Wielkanocy, często mówię, że całe miasto jest dla mnie, bo całkowicie pustoszeje, wszyscy są w natarciu na domki letniskowe (hytte) w górach lub nad morzem, nad fiordem.
Wiąże się to z końcen XIX wieku, kiedy powszechne stało się, początkowo wśród bogatej burżuazji, szukanie spokoju na łonie natury.
Od tego czasu tradycja spędzania czasu w domku letniskowym, a zwłaszcza posiadania domku, stale się rozwijała.
Do lat 70. XX wieku niewielu Norwegów miało domek letniskowy, ma to związek z ogólnym wzrostem dobrobytu w społeczeństwie (odkrycie olbrzymich złóż ropy naftowej).
Ciekawostka! Od 2002 roku liczba norweskich domków letniskowych i domów wakacyjnych wzrosła z 360 000 do ponad 450 000, według danych norweskiego urzędu statystycznego.
Jak na tak mało liczebny kraj, naprawdę jest to imponująca liczba.
Mimo to, duża część świętuje ten czas w domu. To czas na porządki w ogrodzie, kupowanie kwiatków, królują żonkile i tulipany,w kolorze żółtym.
I teraz dla mnie, mola książkowego, najfajniejsza norweska tradycja wielkanocna.
Przyjeżdżając 30 lat temu do Norwegii, zaskoczyło mnie jedno, o co chodzi z „Påskekrim” czyli czytaniem kryminałów, koniecznie w Wielkanoc, teraz coraz bardziej oglądanie filmów o tej tematyce. Chociaż kto lubi powieści Jo Nesbø, to ma potwierdzenie, Skandynawowie są dobrzy w tą tematykę, ale to tylko spopularyzowało ten trend.
Wszystko zaczęło się od pomysłu na sprzedaż pewnej książki „Pociąg do Bergen okradziony zeszłej nocy” („Bergenstoget plyndret i natt”) Nordahla Griega i jego przyjaciel Nils Lie, poeta i student, lata 20 lata 30 ubiegłego wieku, lata bardzo ubogie. Szukali czegoś, co mogłoby zapewnić im niewielki dochód. Pomysł powieści kryminalnej narastał i dwaj przyjaciele pisali rozdziały co drugi dzień. Spotykali się każdego popołudnia w kawiarni w Hegdehaugsveien i czytali sobie nawzajem nowo napisane rozdziały książki drugiego.
W promocji książki pomógł im brat Nordahla, Harald, który objął stanowisko w wydawnictwie Gyldendal i który wykorzystał nowe i niekonwencjonalne metody reklamy, aby wypromować książkę.
Kiedy książka ukazała się w sobotę przed Niedzielą Palmową w 1923 roku, Gyldendal zapowiedziała publikację dużym nagłówkiem na pierwszych stronach gazet, niczym w nagłówku wiadomości, ale z małą reklamą pod spodem, co pozostało niezauważone.
Do gazety dzwonili zdesperowani ludzie, którzy mieli rodzinę i przyjaciół w pociągu.
I tak od tamtego czasu, Norwedzy głodni wrażeń kryminalnych ( na kartonach z mlekiem , pojawia się od kilkunastu lat zagadka kryminalna w postaci komiksu) wyruszają po odpoczynek z kryminałem w plecaku lub zatapiają się w sofach w książce lub kryminalnym filmem, serialem zasypani na max papierkami zjedzonych czekolad, batonikow, marcepanowych jajeczek i królików.
Wielkanoc to również święto o głębokich korzeniach religijnych. Jednak obecnie tylko 150 000 Norwegów deklaruje uczestnictwo w nabożeństwach wielkanocnych w kościele.
To zaledwie 2,8% populacji, liczba ta maleje, mimo że wielu powróciło na chwilę po pandemii.
Wielkanoc dookoła świata – święto, które łączy, inspiruje i zaskakuje
Choć dzieli nas wiele kilometrów, a każda kultura pielęgnuje własne zwyczaje, Wielkanoc wszędzie pozostaje czasem nadziei, światła i wspólnoty. Niezależnie od tego, czy świętujemy ją przy czekoladowych jajkach w Belgii, przebierając dzieci za czarownice w Szwecji, toczeniem pisanek w Szkocji czy w domkach letniskowych w Finlandii – jest w niej coś uniwersalnego. Coś, co przypomina o końcu zimy i początku czegoś nowego.
A świat wielkanocnych tradycji skrywa jeszcze wiele niespodzianek! W Grecji na przykład, na wyspie Korfu, w Wielką Sobotę z balkonów zrzuca się... gliniane dzbany! Ma to symbolizować odrzucenie złej energii i przygotowanie się na nowe, lepsze dni. W Gwatemali z kolei odbywają się spektakularne procesje po ulicach ozdobionych kolorowymi dywanami z trocin, kwiatów i piasku – każda taka dekoracja to małe dzieło sztuki.
W Australii zaś zamiast wielkanocnego zajączka, dzieci czekają na... wielkanocnego bilbiego – sympatycznego torbacza, który miał zastąpić zająca postrzeganego tam jako szkodnik dla lokalnej przyrody. A w Meksyku w Wielki Tydzień często można spotkać się z Quema de Judas – widowiskowym paleniem papierowych kukieł symbolizujących zdradę, niesprawiedliwość i wszystko, co chcemy zostawić za sobą.
I na koniec – ciekawostka geograficzno-historyczna. Czy wiedzieliście, że Wyspa Wielkanocna (Rapa Nui) zawdzięcza swoją nazwę... przypadkowi? Holenderski żeglarz Jacob Roggeveen dotarł do niej w Niedzielę Wielkanocną 1722 roku, dlatego nazwał ją właśnie tak. Ta odległa wyspa na Pacyfiku, znana dziś głównie z monumentalnych posągów moai, nie ma jednak nic wspólnego z jajkami ani królikami!
Wielkanoc, choć tak różnorodna, w każdej szerokości geograficznej niesie podobne przesłanie – nowy początek, radość życia i potrzebę bycia razem. I to chyba najpiękniejszy wspólny mianownik, który łączy nas wszystkich – niezależnie od kontynentu.
