Kiedy kultura zaprasza do stołu: Europa Wschodnia w środku São Paulo

Tekst i zdjęcia: Angelina Bejgrowicz

Jarmark wschodnioeuropejski w centrum Sao Paulo (Vila Zelina).

São Paulo potrafi zaskakiwać.
Czasem wystarczy skręcić w jedną ulicę, żeby nagle znaleźć się kilka tysięcy kilometrów dalej.

8 marca, w Dzień Kobiet, trafiłam na jarmark kultur Europy Wschodniej w Vila Zelina.
To wydarzenie odbywa się tu raz w miesiącu - mały festiwal, który na kilka godzin zamienia tę część miasta w bardzo nietypową mapę Europy.

Nie jest to zresztą przypadkowe miejsce.
Vila Zelina od dziesięcioleci kojarzona jest z imigrantami z Europy Środkowej i Wschodniej. W różnych momentach historii mieszkali tu Litwini, Polacy, Ukraińcy, Rosjanie czy Węgrzy. Do dziś można znaleźć w tej dzielnicy ślady tej historii - w językach, smakach i w drobnych fragmentach pamięci przeniesionych na drugi koniec świata.

Między stoiskami unosił się zapach rzeczy znajomych i trochę zapomnianych.
Pierogi, kiełbasy, słodkie wypieki, których nazw czasem już nawet nie pamiętamy dokładnie, ale ciało pamięta smak.

Polskie kremówki i inne słodkości.

Polski akcent?
Zapiekanka i kremówka, dwa klasyki, które nawet kilka tysięcy kilometrów od domu potrafią smakować zaskakująco znajomo.

Polski akcent w sercu Vila Zelina.

Było coś poruszającego w patrzeniu, jak ludzie w środku brazylijskiego miasta próbują potraw z Ukrainy, Polski czy innych krajów regionu. Jakby na chwilę można było przenieść fragment innego świata w tropikalny klimat São Paulo.

Obok jedzenia były też rękodzieła: hafty, drewniane przedmioty, drobiazgi robione ręcznie z cierpliwością, która wydaje się dziś coraz rzadsza.

Stoisko ukraińskie – tradycyjne hafty i wyszywanki

Patrzyłam na to wszystko z lekkim uśmiechem.
Bo życie między kulturami ma w sobie coś paradoksalnego.

Czasem trzeba wyjechać bardzo daleko, żeby nagle zobaczyć własną kulturę z nowej perspektywy.

W mojej pracy często mówię o inteligencji kulturowej i o tym, jak różne społeczeństwa komunikują się ze sobą, budują relacje i uczą się wzajemnego zrozumienia. W świecie dyplomacji istnieje też pojęcie soft power, wpływu, który nie opiera się na sile, lecz na kulturze.

Jedzeniu.
Muzyce.
Historii.

I właśnie takie miejsca jak ten jarmark pokazują, że kultura działa dokładnie w ten sposób.

Nie przekonuje argumentami.
Po prostu zaprasza do stołu.

A kiedy ludzie siadają przy jednym stole, granice nagle stają się trochę... płynniejsze.

I może właśnie dlatego takie miejsca mają sens.
Nie tylko dlatego, że można dobrze zjeść.

Ale dlatego, że przez chwilę można poczuć, że granice na mapie świata są mniej sztywne, niż nam się wydaje.




O autorce

Angelina Bejgrowicz mieszka w São Paulo w Brazylii i pracuje na styku kultur. Jest założycielką firmy AB – Global Connections, specjalizuje się w inteligencji kulturowej, komunikacji międzykulturowej oraz negocjacjach w środowisku międzynarodowym. Jest autorką książki „Inteligencja kulturowa. Jak rozwijać kompetencje globalne i osiągać międzynarodowy sukces” (Onepress, 2026).

Więcej:
https://abglobalconnections.com/ 

Next
Next

Na Nowy Rok…