250 lat USA oczami dwóch Polek.

Dwie Polki. Dwa wybrzeża. Jeden kraj, który z czasem stał się domem.

Tekst i zdjęcia: Agata Rymut & Kasia Krzyżanowska

Stany Zjednoczone świętują w tym roku 250-lecie swojej niepodległości. To dobry moment, by spojrzeć na Amerykę nie przez pryzmat statystyk, polityki czy filmowych stereotypów, ale oczami ludzi, którzy na co dzień tworzą część jej współczesnej historii.

Agata mieszka na wschodnim wybrzeżu, w Maryland, od ponad dziesięciu lat. Kasia od blisko dwóch lat poznaje życie w Kalifornii. Dzieli je niemal pięć tysięcy kilometrów, inne krajobrazy i codzienność, ale łączy jedno, obie wybrały życie w Stanach Zjednoczonych i dziś patrzą na ten kraj z perspektywy własnych doświadczeń.

Ich odpowiedzi pokazują, że nie istnieje jedna Ameryka. Jest wiele Ameryk, historyczna i nowoczesna, spokojna i dynamiczna, pełna wielkich metropolii, ale też niewielkich miasteczek. To kraj, który dla każdego może znaczyć coś zupełnie innego.

Dwie różne drogi, jeden wspólny adres

Choć dziś obie mieszkają w Stanach Zjednoczonych, ich historie rozpoczęły się zupełnie inaczej.

Agata mieszka tu już ponad 10 lat. Jej emigracja to była typowa emigracja serc. Poznała męża na jednym z portali do gier internetowych. Zobaczył polską flagę przy zdjęciu i napisał do niej. Jego dziadkowie ze strony ojca byli Polakami. A że miał ogromne zainteresowanie Polską, zdecydował się rozpocząć rozmowę. Sześć lat później, z pierścionkiem na palcu, przeprowadziła się do USA.

Kasia mieszka w Kalifornii  już blisko dwa lata, za moment będzie kolejna rocznica. Przeprowadzkę zaproponował jej mąż. Podjęli wspólną, dobrze przemyślaną decyzję. Jak sama Kasia mówi, nic tak nie ukwieci życia jak kreatywny partner.


Za co najbardziej cenią życie w USA?

Nowy kraj oznacza nowe doświadczenia, ale także nowe spojrzenie na codzienność. Dla jednej największym odkryciem okazali się ludzie i kulturowa różnorodność. Dla drugiej, wewnętrzny spokój i przestrzeń do budowania życia na własnych zasadach.

Kasia: Mówi się, że w Kalifornii ludzie płacą tak wysokie podatki, bo wlicza się to tax za słońce. I ja trochę muszę się z tym zgodzić - słońce na niebie i słońce w sercach Kalifornijczyków. To były dwie rzeczy, które od momentu wyjścia na lotnisku w Los Angeles sprawiły, że polubiłam te miejsce. W kolejnych dniach przekonałam się, że siła USA tkwi w różnorodności - otaczają nas ludzie z całego świata. I doskonale pamiętam pierwsze zakupy - duży sklep i my gdzieś wśród tych regałów.
A między nami ludzie, którzy bardzo rzadko kiedy mówili do siebie w języku angielskim - każdy ma swój i jest tu dla niego miejsce. To jest piękne. A dzięki temu, że jest przestrzeń na tę “inność” mamy szansę poszerzyć “nasze mózgi”. Stare powiedzenie wskazuje, że podróże kształcą. Kształci też mieszkanie w takim tyglu kulturowym, to 18 w jednym. No i dwa: jednak problemy wydają się być nieco mniejsze, gdy wstajesz rano, a za oknem ciepły promień i zielone palmy - tak nam mówią Kalifornijczycy, i dziś już im wierzymy.

Agata: Mam wrażenie, że tutaj się wyciszyłam - w pozytywnym znaczeniu. Tutaj znalazłam swój spokój. Być może to dzięki Stanom, że mam tak wiele możliwości, być może i też dzięki mężowi, który dał mi wiele swobody abym „nauczyła” się Stanów Zjednoczonych, aby je zaakceptowała na swój sposób. Nie prowadził za rękę, ale szedł obok mnie.

Wdzięczność za życie w Ameryce

USA od lat funkcjonują w wyobraźni jako kraj możliwości. Jednak to, jak te możliwości wyglądają w praktyce, zależy od osobistych doświadczeń.

Agata podkreśla przede wszystkim skalę i różnorodność miejsc, które stały się dla niej dostępne: USA było dla mnie zawsze bardzo nieosiągalnym. A jednak dostałam szansę aby tu przyjechać. Bardzo lubię historię i geografię i moja wdzięczność za to, że mogę zobaczyć tak wiele znanych miejsc, które były tak bardzo dla mnie nieosiągalne, jest nie do opisania. Niagara, Nowy Jork, Las Vegas, mogłabym wymieniać w nieskończoność. Dwa lata temu spełniłam wielkie marzenie, udało mi się odwiedzić centrum lotów kosmicznych NASA na przylądku Canaveral na Florydzie. Niesamowite przeżycie!

Kasia: Gdy wyjechałam, jedyne czego mi brakowało, to nie gołąbki i schabowy, albo żurek, który naprawdę uwielbiam. Brakowało mi tylko naszych ludzi. Rodziny i Przyjaciół, którzy zawsze byli blisko, a teraz zostało nam szybkie łącze, rozmowy przesunięte o 9 godzin i samolot, który leci minimum 12. Dlatego tak mocno doceniam tych, których poznałam tu - w Kalifornii. To są znajomości, które dziś mogę śmiało nazwać przyjaźnią...

Jakie możliwości daje Ameryka?

Codzienne życie w Stanach Zjednoczonych często zaskakuje różnicami kulturowymi, tempem życia i podejściem do indywidualności.

Kasia: USA to inna skala. Wiedziałam, że biznes jest wielki, auta są wielkie i napoje w kawiarniach są ogromne, ale dopiero, gdy przyjedzie się na miejsce oraz pobędzie moment przyglądając się tej rzeczywistości, mamy szansę dostrzec “że te wielkie”, to dopiero początek. Amerykanie mają jedną rzecz, która szczególnie mocno mnie zachwyciła i myślę, że w kwestii pracy i szeroko rozumianego rozwoju zawodowego, robi ogromną różnicę. Oni stawiają na ludzi i relacje. Networking, rozmowy i współdzielenie historii o życiu, ma zdecydowanie inny wymiar. Tu ważne jest kogo znasz i czy jesteś w stanie, z ręką na sercu przyznać - “tak, chciałbym z nim/nią pracować”. Nie mówi się o żadnym załatwianiu pracy “po znajomości”. Rozmawiamy za to o rekomendacjach. Każdy wie, że najdroższą walutą jest tu możliwość współpracy z kimś komu ufa, wie, że potrafi - a tego często dowiadują się w przypadkowych, bądź nie przypadkowych rozmowach. Wszystko to dla nich szansa.

Agata: Kiedy mówią, że to kraj wielu możliwości to mówią prawdę! Chyba nie ma sytuacji bez rozwiązania. A nawet jeżeli już tracisz wiarę, że się uda, zawsze znajdzie się ktoś kto podniesie cię na duchu albo znajdzie rozwiązanie. Amerykanie łatwo się nie poddają. Bardzo doceniam ten ich pozytywizm.

Codzienność po amerykańsku

Kasia: Lubię to, że każdy może być jaki chce, i że gdy wyjdę do sklepu w papilotach na głowie, bo lok jeszcze się nie dokonał, to nikt mnie nie obetnie wzrokiem i szerokimi źrenicami nie postawi na końcu kropki nienawiści. Co najprawdopodobniej może się za to wydarzy? Będziemy rozmawiać o tym skąd te wałeczki się tu wzięły, dostanę rady na lepszy skręt włosa i na pewno wielki, szeroki uśmiech A dwa: oni celebrują jakby jutra miało nie być! Dziecko nauczy się robić skok do basenu z obrotem - tata krzyczy na cały głos, że jest z niego dumny, a reszta ludzi wokół zaczyna bić brawo. Przysięgam, to moi sąsiedzi  I ja to uwielbiam! Biję im brawo za każdym razem!

Agata: Podoba mi się to jak potrafią celebrować wolny czas czy święta. Moja ulubiona rozrywka jest pójście na mecz baseballowy. Uwielbiam tą atmosferę na meczu. Wszyscy widzowie biorą czynny udział w przerwach pomiędzy grami. Znana ”Kiss Cam” to tylko jedna z wielu zabaw dla kibiców. Panuje przyjazna atmosfera i nie spotkałam się z sytuacją kiedy można było wyczuć negatywne emocje pomiędzy kibicami przeciwnych drużyn.

Co sprawia, że czują się jak w domu?

Poczucie domu w emigracji często nie jest związane z miejscem, ale z ludźmi.

Kasia: Moi Chłopcy. Mój dom jest tam, gdzie są oni. Kiedyś myśleliśmy, że kupując mieszkanie spędzimy tam najbliższe co najmniej kilkanaście lat. No to minęło 5 i wyfrunęliśmy na inny kontynent. Te decyzje trochę weryfikują nas w boju, sporo się o sobie samych (i innych) uczymy. 

Agata: Odpowiem podobnie - mój mąż. Dał mi wiele miejsca i czasu abym przyzwyczaiła się do nowego życia na swoich zasadach. Wiedział dobrze, że zaprasza do swojego domu osobę z dziedzictwem polskim nie amerykańskim. I w tym wszystkim znaleźliśmy wspólne rozwiązania. Żyje nam się dobrze w tym polsko - amerykańskim rytmie.

Miejsca, które trzeba zobaczyć.

Kasia: Na pewno Yosemite i Tahoe. To są dwa miejsca naturalne, do których mamy 1.5-2h drogi autem i które są naszym naprawdę ulubionym celem. Tahoe latem, to doznanie nie do podrobienia. Zimą zresztą też… bo bez łańcuchów na kołach nie polecam próbować.

A tak żeby coś zamontować do brzuszka i nie podróżować na głodniaka (nie można chodzić głodnym, bo humor siada), to może Pacifica, Carmel by the Sea i Santa Barbara. To są trzy miejsca nad oceanem, a każde ma inny klimat. Biorąc dobre pieczywo w lokalnej kawiarni, kawę w kubeczku i robiąc te parę kroków na plażę można naprawdę poczuć same dobre emocje. 

Agata: Ja absolutnie kocham wschodnie wybrzeże i oryginalne, pierwsze 13 kolonii. Lista polecajek jest bardzo duża, tym bardziej, że lubię odwiedzać miejsca nietuzinkowe, mało znane. New England na pewno jest godna polecenia. Są to stany położone w północno - wschodniej części USA. Plymouth, Massatchussetts to była pierwsza kolonia angielska. Na północ od Bostonu można znaleść Salem, tutaj historia nadal tętni życiem.

Jednym z najciekawszych i bardzo zaskakujących miejsc to było St. Augustine na Florydzie. Była to pierwsza osada hiszpańska. Czas tu się zatrzymał na XVII wieku. Przepiękne miasto, które tak bardzo różni się od florydzkiej architektury.

Siła Stanów Zjednoczonych

Siła USA jest postrzegana zarówno w wychowaniu, jak i w różnorodności społeczeństwa.

Agata: Młodym Amerykanom od wczesnych lat szkolnych mówi się, „możesz wszystko”. Myślę, że przykładem tego są zawodnicy na olimpiadzie sportowej. Bardzo wierzą w swoje umiejętnosci i wierzą w swoja wartość. I uważam to za ich ogromną siłę charakteru.

Kasia: Różnorodność. I tu można byłoby postawić kropkę. Różnorodne zespoły w środowisku zawodowym są w stanie wymyślić więcej, dokonać więcej i zmienić więcej. Dzieci w szkole nie zastanawiają się, dlaczego kolega ma inny kolor skóry niż ja. Pamiętam, gdy mój Syn wrócił w pierwszym tygodniu szkoły do domu i powiedział mi: “Mamusiu, kolor skóry mojego kolegi mnie zachwyca, on jest piękny”. To było stwierdzenie, a nie pytanie o różnice. Ale daje nam później to pole do codziennych, ważnych rozmów o tym, jak wygląda świat i ile jesteśmy w stanie się od siebie nauczyć. Dzieci i dorośli wzrastając w środowisku, gdzie każdy jest inny, a wszyscy równi, w poszanowaniu “ inności”- bo tak to powinno być - są po prostu otwarci, mają szersze myślenie, szacunku się nie uczą - on po prostu jest.

Dlaczego USA przyciąga ludzi od 250 lat?

Stany Zjednoczone od pokoleń są miejscem, które przyciąga ludzi z całego świata.

Kasia: Możliwości i ludzie. Możliwości -  te zostały narysowane i wciąż są projektowane przez popkulturę i masmedia. I o ile jeden przyjeżdżając do USA może się rozczarować, a drugi powie “nie tego się spodziewałem”, to ja bardzo lubię mówić: przy każdym stole znajdzie się miejsce dla mądrego człowieka. Czasem na pierwszy rzut oka może i nie ma krzesła, ale zawsze, naprawdę zawsze - można je dostawić. I Amerykanie tacy są, dostawiają krzesła. A ludzie - oni są początkiem i końcem wszystkiego. Człowiek nie istnieje bez relacji międzyludzkich. One są źródłem naszych problemów, ale i największych radości. A Amerykanie to naprawdę, naprawdę ciekawy naród - choć relatywnie młody.

Agata: I myślę, że czas Mistrzostw Piłki Nożnej jest świetnym przykładem. Tak wielu turystów i kibiców przyjechało do USA na Mundial i zobaczyło, że USA jest całkiem inne niż je pokazują w telewizji. Turyści przekonują się jak wiele możliwości ten kraj ma do zaoferowania.

Czy są częścią historii imigracji?

Emigracja w USA to nie tylko teraźniejszość, ale też część większej historii kraju.

Agata: Jestem genealogiem i historie imigrantów są mi bardzo dobrze znane. Czasami mam wrażenie, że robię o wiele mniej niż emigranci, którzy przybyli tutaj przede mną, bo moja droga do USA jednak była o wiele łatwiejsza. Ale czuję też, że jestem odpowiedzialna za przekazanie historii i obecnego obrazu Stanów kolejnym pokoleniom. W Polsce mam dwie siostrzenice, kto wie, jakie będą ich losy. Może kiedyś zachwycą się Stanami tak jak ja.

Kasia: Na pewno czuję się częścią historii, którą będzie niósł nasz Syn i fragmentem życia tych, który dzięki nam poznają Polskę. My z zachwytem słuchamy i przyglądamy się temu, jak żyją tu inni ludzie. A oni z wielką wzajemnością i otwartymi paszczami słuchają, jak bardzo Polska różni się od ich krajów. Myślę, tak nieskromnie powiem, że dzięki nam wzrośnie liczba turystów zagranicznych w Polsce.

Jak zmieniło się ich spojrzenie na USA?

Z czasem obraz Ameryki staje się bardziej złożony i osobisty.

Kasia: Jechaliśmy tu bez oczekiwań, i to jest nasze podejście ogólne - nie tylko do relokacji. Wychodzimy z założenia, że lepiej się miło zaskoczyć niż smutno rozczarować. Ale jako millennialskie dzieci naszych rodziców, nie możemy się wyzbyć wszystkich scen z amerykańskich filmów i seriali i tego świata, który został nam przedstawiony - siłą rzeczy jakieś wyobrażenie mieliśmy. I na szczęście, po mniej więcej 8 miesiącach od przeprowadzki zgodnie uznaliśmy, że a) przywykliśmy i chyba możemy uznać, że rozumiemy o co tu w ogóle chodzi, b) że te wyobrażenia vs rzeczywistość - mam na plus! Jedzenie jest pyszne - trzeba tylko zorientować się gdzie i co kupować (skala wyboru jest inna, i to przytłacza, ale wszystko do ogarnięcia), ludzie są cudowni, a pogoda wyborna.

Agata: Pierwszy raz do USA przyleciałam dwa lata przed przeprowadzką. Pamiętam, kiedy wróciłam do domu po miesiącu i nie mogłam wyjść z podziwu. Po prostu tęskniłam za życiem w USA. To nie było życie turysty jadącego od stanu do stanu. To było poznawanie życia codziennego w amerykańskim stylu. Moje postrzeganie USA bardzo sie zmieniło tym bardziej biorąc pod uwagę, to że USA nigdy wcześniej nie było moją wymarzoną destynacją.


Życzenia napisane przez Kasię

Co ludzie w Polsce powinni lepiej rozumieć o USA?

Kasia: To są chyba tylko dwie rzeczy: że ten small talk i bycie miłym nie są powierzchowne, a Amerykanie są po prostu serdeczni. W takim duchu są wychowywani i pięknie, krystalicznie wręcz widać, jak to jest wplecione kulturowo. Od szkoły, przez późniejsze długoletnie przyjaźnie, kolegów i koleżanki w każdym stanie (bo kiedyś się rozjadą, ale często relacje utrzymują), spotkania w szerokich gronach, po pracę i relacje zawodowe. A dwa: to tak OGROMNY kraj, że zrozumie się to najlepiej, gdy się tu przyjedzie i zerknie na żywo. Dziś widzę, jak trudno jest zarządzać, taką skalą, że to wymaga innych narzędzi, niż w innych zakątkach świata. Jest to ich siłą, i jest to ich wyzwaniem.

Agata: To bardzo różnorodny kraj. USA to nie tylko wielkie aglomeracje. To również małe miasteczka i niewielkie osady. Ludzie są bardzo różnorodni, a na tak, wielkiej powierzchni jaką zajmuje USA, mieszkańcy mają różne wartości ale też odpowiedzialności. To co ma sens w Nowym jorku czy Waszyngtonie, niekoniecznie będzie się nadawać w małej mieścinie o nazwie Indian Springs w Nebrasce. Myślę, że to dlatego tak bardzo ważne jest tutaj, aby każdy miał prawo do życia w swoim tempie i na swoich zasadach.


Ten tekst nie daje jednej odpowiedzi na pytanie „jaka jest Ameryka”. Pokazuje coś innego, że Ameryka jest sumą doświadczeń ludzi, którzy ją tworzą.

Dla jednych to Kalifornia i ocean, dla innych, Maryland i historia pierwszych kolonii. Dla jednych, ludzie i relacje, dla drugich, miejsca, podróże i odkrywanie.

Jedna Ameryka nie istnieje.

Są tylko Ameryki tych, którzy w niej żyją.

Next
Next

Jak budować rozpoznawalność kobiecego biznesu na emigracji?